Pod znamiennym tytułem “Żegnamy dedykowane nawigacje GPS” ukazał się na blogu CHIPa wpis zafascynowanego redaktora. Entuzjazm jest uzasadniony tym bardziej, że nawigacja odbywała się na siedmio-calowym ekranie Galaxy Taba. Moim zdaniem jednak tradycyjne nawigacje czyli dedykowane urządzenia nawigacyjne (PND) długo jeszcze będą sprzedawane, choć ich popularność będzie malała. Trendu w kierunku nawigacji online nie da się zatrzymać. Użytkownik preferuje aktualne mapy i dane i ruchu, a nie informacje historyczne z momentu ostatniej aktualizacji. Urządzenia dedykowane sprzedają się jeszcze siłą rozpędu, a ten jak wiadomo jest często większy niż się zdaje. Przyjrzałem się komentarzom do tego artykułu.
Przytoczę kilka najciekawszych:
- “ja tam kupować smartphone-a nie mam zamiaru, zwłaszcza dotykowego” – nikt nikogo nie zmusza do zakupu nowoczesnych urządzeń, ale jednak ich sprzedaż liczy się obecnie na świecie na dziesiątki milionów sztuk.
- “większość użytkowników nie wie, że ma smartfona” – ale z czasem się dowie. Ktoś kiedyś pokaże do czego to służy. Syn, wnuczek i kuzyn na imieninach są zawsze bardzo chętni na taką edukację.
- “moduły GPS wbudowane w smartfony mają niską jakość” – nawet jeśli niektóre telefony mają faktycznie słabsze urządzenia GPS to kolejne modele będą miały coraz lepsze, a A-GPS w telefonach i tak pozwala na szybsze ustalenie pozycji niż dla zwykłego urządzenia GPS bez transmisji danych.
- “ceny za transfer przy NE np. w Niemczech nie są wliczone w abonament i wtedy stara nawigacja wraca do łask” – niestety tak. Dopóki UE nie ureguluje (podobnie jak w przypadku SMSów) taryf za transmisję danych, poza Polską są one bardzo kosztowne.
Nie ma róży bez kolców, ale przyszłość w zakresie nawigacji jest już ustalona. Nie da się jedynie przewidzieć kiedy nastąpi “śmierć PND”. W końcu na komputerach PC jeszcze niektórzy używają DOSa do dzisiaj wieszczono jego rychłą śmierć jak pamiętam … piętnaście lat temu!



Kanał RSS wpisów






